Wypadek Hoheisela

Gdy wóz jadąc od strony Glatzu minął tablicę z napisem Friedrichswartha Hoheisel wcisnął pedał gazu do oporu. Dwusuwowy silnik pachnącego nowością DKW F5 zaterkotał i wszedł na obroty. Trzymając kurczowo kierownicę Hoheisel kątem oka obserwował wskaźnik obrotomierza. Dwa tysiące, trzy tysiące. Trzy i pół tysiąca pękło, gdy mijali ostatnie zabudowania Lochowa. Prędkościomierz dochodził do 80 kilometrów na godzinę. Siedzący z tyłu ślusarz Ziaja śmiał się i poganiał kierowcę. Śmiali się też dwaj inni pasażerowie w tym brat panny młodej. Jechali właśnie na ślub i wesele do Warthy.

Przed zjazdem serpentynami koło Ober Eichau Hoheisel zredukował bieg. Zbudowanym na stalowej ramie DKW szarpnęło, a wykonane ze sklejki obicia wpadły aż w rezonans. Silnik znów wszedł na obroty, a samochód posłusznie zareagował na wciskany hamulec. Marcowy wiatr świstał przeciskając się przez szczeliny zakrywającego kabriolet skórzanego dachu.

Wjeżdżając w dolinę wóz pokonywał kolejne zakręty. Tuż przed nimi rozpościerała się kolejna prosta w dół. Hoheisel znów wcisnął pedał gazu do oporu. W aucie rozległy się wiwaty. Gospoda przy szosie w najgłębszym miejscu Nider Eichau mignęła im nagle po lewej stronie. Krótki stromy podjazd i z licznikiem zamkniętym na 90 km/h byli już na górce. DKW wyło. Kolejną prostą w dół przy zaśnieżonych stokach Galgenbergu pokonali w mgnieniu oka.

Zaraz będzie Wartha. Dwieście, prawy do lewy dwadzieścia, nie ciąć, przez szczyt, wypuść…

Koło zameczku myśliwskiego przy szosie przed Warthą DKW podskoczyło nagle na wyboju. Hamuj Hoheisel! Autem zarzuciło w prawo. Hoheisel skontrował w lewo. Hamuj kurwa! Zahamował. Ale przód stracił nagle przyczepność. Hoheisel próbował dalej kontrować kręcąc szaleńczo kierownicą ale gówno to dawało. DeKaWka tańczyła na szosie swój ostatni taniec. Ziaja zaczął krzyczeć, brat panny młodej zaparł się o deskę rozdzielczą, a z ust Hoheisela padło ostatnie głośne „Scheisse!”.

Cały impet uderzenia poszedł na lewą stronę wozu. Stojące przy szosie drzewo wyrwało lewe koło razem z całym zawieszeniem i wbiło się do środka pachnącego nowością DKW F5 w wersji cabrio rocznik 1935.

Hoheisel został ściśnięty na swoim siedzeniu, złamał obie nogi i doznał wielu obrażeń wewnętrznych. Odstawiony do szpitala wkrótce po tym zmarł. Siedzący za nim ślusarz Ziaja uderzył czołem o poręcz przedniego siedzenia z takim impetem, że aż rozłupało mu czaszkę. W szpitalu również uległ swoim obrażeniom. Dwaj pozostali pasażerowie, w tym brat panny młodej, zostali pocięci przez latające po kabinie wozu potłuczone tafle szkła…

Wrak auta sfotografowała Margarete Eichler. Nie podchodziła zbyt blisko bo ślady pokrywającej wnętrze auta krwi widać było już z daleka.

To zdjęcie przypomina mi się zawsze jak jadę ósemką na cmentarz w Bardzie. Widząc wyprzedzające mnie na trzeciego auto, które pędzi na czołówkę, mam wrażenie, że za jego kierownicą dostrzegam kątem oka sylwetkę Hoheisela…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.