Podróż w czasie

Coś mną szarpnęło. A potem poczułem jakbym spadał. Ale po chwili to paskudne uczucie minęło. Usłyszałem gwar ulicy i otworzyłem oczy. Te podróże w czasie dają mi się ostatnio mocno we znaki. Do dziś pamiętam wycieczkę sprzed tygodnia. Coś poszło nie tak i w letnim stroju wylądowałem w samym środku zimy. Ale dziś było inaczej. Był przepiękny sierpniowy dzień. Spojrzałem na zegarek. Było wpół do dziesiątej przed południem.

Rozejrzałem się dookoła. Główna ulica, olbrzymi kościół, szereg dużych murowanych kamienic, gdzieniegdzie drewnianych z balkonami. Hauptstrasse była wypełniona tłumem ludzi. Trafiłem akurat na doroczną pielgrzymkę mężczyzn. Wszędzie otwarte okna. W prawie każdym mieszkańcy obserwują zbliżający się pochód.

Latem wszyscy w Bardzie mają otwarte okna albo wylegają na ulicę. Słychać śmiechy, kłótnie dobiegające z wewnętrznych dziedzińców, gdzie suszy się pościel, głosy wymyślających sobie matron, krzyki sprzedawców nawołujących klientów. Po Hauptstrasse terkoczą zaprzężone w chude szkapy wózki tragarzy obładowane bagażami przyjezdnych, które znikają w chłodnych wnętrzach bram bardzkich gospód skąd w chwili wytchnienia wychodzą kucharki siadając na malutkich składanych stołeczkach. Jak zwykle obmawiają pewnie sąsiadki złorzecząc przy tym goniącym się dzieciakom.

Pielgrzymka mężczyzn śpiewając głośno „Salve Regina’ tłoczy się przy drzwiach wchodząc do kościoła. Handlarze otwierają stojące przy kościele kramy, na których półkach piętrzą się towary ułożone w chwiejne stosy: pierniki, parasolki, święte obrazki, pocztówki, kubeczki, dewocjonalia, obrazy, zabawki. Wszystko dla ciała i ducha.

Od samego rana ożywia się działalność mnóstwa przeróżnych kantorków – piekarz, szewc, piernikarz, odlewacz wosku, kowal, pieczątkarz. W tłumie ludzie pokrzykują, nawołują się. W zagęszczonym letnim powietrzu czuję wydobywający się z wnętrz bardzkich gospód zapach wędzonego mięsa, cebuli, kminku, kiszonych ogórków i flaków.

Swoje pierwsze kroki kieruję w stronę kramów. Kupuję butelkę słynnego „Balsamu Jerozolimskiego”. Złoty środek na wszelkie dolegliwości. Przy okazji, udając zainteresowanie pozostałym towarem, podsłuchuję rozmowę dwóch kobiet ze sprzedawcą.

Kobiety wracają właśnie do leżącego nieopodal Riegersdorfu. Opowiadają, że zaopatrują się w medykamenty podczas odwiedzin handlującej ziołami starej babki, która raz do roku odwiedza wieś. Za każdym razem uzupełniają wtedy swoje domowe apteczki o „Hingfong” czyli krople na żołądek, „Silsterwitzer Juchandlasoaft” czyli sok z jagody jałowca oraz w krople waleriany.

Przy okazji dowiaduję się, że herbata z kwiatu lipy pomaga na gorączkę i przeziębienie, herbatka z babki lancetowatej na kaszel i dolegliwości płuc, z rumianku na zapalenia, ze skrzypu polnego na wrzody, że liście babki zwyczajnej są dobre na rany, drobno krojona cebula na bezsenność oraz inne wewnętrzne bóle. Ale najbardziej na świecie pomocny jest napój zrobiony między innymi z kamiennego pyłu zeskrobanego z krzyża pokutnego w Potworowie.

Nasłuchawszy się tych rewelacji ruszam dalej. Przy gospodzie pod „Złotą Gwiazdą” słyszę, że trwają właśnie przygotowania do wesela. Zagadawszy dowiaduję się, że będzie tradycyjnie: zupa makaronowa z mięsem kurczaka i bułkami, wołowina, sos chrzanowy, ogórki kiszone i chleb, kiełbaski smażone z sosem z rodzynkami i pieczeń wieprzowa z kapustą kiszoną. A na deser ciasto z kruszonką i kawa. Palce lizać!

Jest już południe. Słońce daje się mocno we znaki. Pora ochłodzić się przy studni na tyłach gospody pod „Czarnym Niedźwiedziem” i ruszać dalej. Poszwędać się jeszcze. I poczuć atmosferę miasta, którego już nie ma…

A Wy? Macie też swoje Bardo do którego lubicie wracać myślami?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.