Spacer z Margarete

Tak sobie właśnie spaceruję z Margarete. Idziemy Hauptweg w kierunku Bergsturz. A potem się zobaczy. Może jak się nie rozpada to wpadniemy jeszcze na Warthaberg? Ja wiem. Kłują Was te nazwy jak sól w oku. Ale co ja poradzę. Jestem w 1937 r., a Polska będzie tutaj dopiero za 8 lat.

W każdym bądź razie Margarete czyli Małgorzata to bardzo ciekawa osoba. Tak, wiem. Straszne faux pas popełniłem. Nie przedstawiłem Wam jej.

Małgorzata Eichler. Tak, ta Małgorzata. Wdowa po nieżyjącym, zmarłym kilka lat temu bardzkim fotografie Otto Eichlerze. W którym to było roku Małgorzato? Aha. No tak. Małgorzata mówi, że Otto zmarł w styczniu 1929 r. To już 8 lat. Mój Boże jak ten czas leci. Tak, masz rację.

Otto 19 lat portretował ludzi w Bardzie. Szmat czasu. Chrzty, komunie, śluby, wesela, pogrzeby. Zatrzymywał czas na szklanych kliszach. Ba! W jego atelier można było się cofnąć w czasie. Wystarczyło odwiedzić pracownię Otto na Hauptstrasse i przejrzeć klisze. Jak się nie da, jak się da.

Co mówisz Małgorzato? Aha. No tak, tak. Opowiem im. Jest się czym w końcu pochwalić, prawda?

A więc Małgorzata po śmierci Otto przejęła zakład i kontynuowała działalność. Miała przy tym pracowitą dziewczynę do pomocy. Małgorzata to jest w ogóle niezwykle silna i dzielna kobieta. Dzięki swojej pracowitości i uporowi poczyniła na tyle przyzwoite postępy finansowe, że w sierpniu 1931 r. wynajęła lokal tuż obok zakładu, który był wcześniej sklepem papierniczym.

Małgorzata postanowiła kontynuować w lokalu działalność sklepu papierniczego, a ponadto sprzedawała w nim akcesoria fotograficzne. Bo ludzie coraz więcej fotek cykali. Małgorzato gdybym Ci opowiedział czym i jak ludzie dziś fotki cykają to byś nie uwierzyła. Serio.

Generalnie rzecz biorąc interes szedł Małgorzacie zadowalająco. Tak, wiem Małgorzato. Jesteś oszczędna i dzięki temu jesteś w stanie prowadzić zakład, sklep i sama utrzymać córkę. Młoda jak dorośnie będzie z Ciebie dumna.

Tak się zagadaliśmy, że dotarliśmy już do Marienbrunnen. Pora napić się wody. Tam siedzi z boku taka babuleńka. Dobry Boże ileż ona ma lat? Ludzie wokół zwracają się do niej „alte Mutterl”. Babuleńka zawsze tu siedzi. Sprząta i pilnuje porządku. Zawsze uśmiechnięta. Emanuje bezgraniczną dobrocią. Pielgrzymi ją uwielbiają. Ja też więc się im nie dziwię. Człowiek zawsze jest najciekawszy. Daję babuleńce parę marek. Jest wniebowzięta. Małgorzata cyka zdjęcie.

Idziemy dalej. Do zachodu słońca jeszcze szmat czasu. Małgorzata w ogóle mówi, że jak chcecie to mogę Wam ją pokazać. I sklep też. Ale chcecie? Małgorzata się śmieje, że pewnie nie doczytacie do końca tego tekstu. No nie wiem. Założyłem się z nią, że jednak doczytacie i dacie znać. Nie zawiedźcie mnie bo będę uboższy o kilka marek…

2 Komentarze Spacer z Margarete

  1. Joanna

    Ach jak cudownie móc poczytać o ludziach, których codzienne ścieżki dziś sami przemierzamy… Tomku powodzenia na wszelkich pisarskich drogach. Jestem Twoja fanką!

    Odpowiedz
  2. Ula

    Kiedy czytam te przepięknie pisane opowieści to niechcący przemieszczam się w czasie. Stoję na jednej z uliczek i obserwuję jak wokół mnie tętni dawne życie. Czytam i czytam i nigdy nie mam dość.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.