Podróż w czasie

Coś mną szarpnęło. A potem poczułem jakbym spadał. Ale po chwili to paskudne uczucie minęło. Usłyszałem gwar ulicy i otworzyłem oczy. Te podróże w czasie dają mi się ostatnio mocno we znaki. Do dziś pamiętam wycieczkę sprzed tygodnia. Coś poszło nie tak i w letnim stroju wylądowałem w samym środku zimy. Ale dziś było inaczej. Był przepiękny sierpniowy dzień. Spojrzałem na zegarek. Było wpół do dziesiątej przed południem. Kontynuuj czytanie

Kapliczka zmartwień

Kapliczka. Stoi tu od zawsze. Na wylocie z Barda w kierunku Ząbkowic Śląskich. Na szczycie przewyższenia drogi. Tak, że wyjeżdżając z Barda mijasz cmentarz i nie widzisz przed sobą drogi, która znika w dole za górką. A na górce stoi kapliczka. Mijasz ją. Droga opada w dół i jesteś już w innym świecie.

Wtopiła się w krajobraz tak, że jest już praktycznie niezauważalna. Wręcz niewidoczna. Przeźroczysta. Ludzie tylko pędzą obok niej samochodami zajęci swoimi codziennymi sprawami. Materializuje się dopiero wtedy, gdy kogoś o nią spytasz. Kapliczka? No tak. Jest taka. Stoi. Kamienna taka chyba. Kontynuuj czytanie

Wielka Niedziela

Było jeszcze ciemno. Tylko od wschodu widać było przebijające się przez gęstą mgłę lekko jaśniejące pierwsze smugi światła. Wszyscy jeszcze spali. Za wyjątkiem dzieci. Te niemal bezszelestnie przemykały po podwórzach gospodarstw Riegersdorfu.

Chłopcy z koszami wyładowanymi drewnianymi krzyżami chodzili w milczeniu od obory do stodoły. Na każdym z budynków przybijali do drzwi krzyż szepcząc przy tym: „Panie, chroń i zachowaj”. Kontynuuj czytanie

Wielka Sobota

Tak, wiem, spóźniłem się. Mieliśmy spotkać się już w Wielki Czwartek i przejść przez te święta dzień po dniu. Ja Cię Dietrich naprawdę przepraszam ale brakuje mi ostatnio na wszystko czasu.

Dziś Wielka Sobota więc zaczniemy od niej. Dobrze? Wyciągnę tylko swój notatnik i możemy zaczynać. Aha. Jeszcze jedno. Nie będziesz miał nic przeciwko jak będę mówił do Ciebie Teodoryku? Moi Czytelnicy łatwiej to przełkną. Kontynuuj czytanie

Wizyta w atelier

Wybrałem się do Otto jak zwykle w piątek wieczorem. Mamy taką tradycję, że zaczynamy spotkanie zawsze u Alojza, na parterze kamienicy. Prowadzi tam piernikarnię i kawiarnię. Kilka stolików, kameralna atmosfera, muzyka z adaptera. Na stoliku zawsze czeka na gości oprawiona w bordowy materiał karta win. Oczko w głowie Alojza. Gruba faktura i tłoczenia sprawiają, że przyjemnie się ją studiuje w dłoniach. W środku wina włoskie, francuskie, greckie i inne. Cała Europa czeka tylko aby ją skosztować. Naprawdę trudno się oprzeć. Kontynuuj czytanie